poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rosną..

Jak to jest że zawsze gdy jest urlop czy inny wolny dzień to jest albo brzydka pogoda albo coś nie tak z aurą ogólnie.. senne dni....
Nie znoszę takiego letargu.. gdy budzi się w nas dzikie zwierze, a jest nim leniwiec..
Wkurzam się że tak jest.
Tymianek lubi ostatnio mało spać, a dużo narzekać. Jego życie toczy się wokół maty i leżaczka, oraz mleczka, to może znudzić tym bardziej gdy i reszta rodziny jest znudzona.
Rośnie jak na drożdżach, ubranka już niedługo w rozmiarku 68, a jeszcze nie mamy nawet 4 miesięcy skończonych :)
Dzieci rosną stanowczo za szybko.. Ness było jeszcze tak niedawno, bo przecież dosłownie kilka tygodni temu malutką różową dziecinką, a teraz.... już wcale nie malutkie młode dziewczę.
Bycie mamą jest skomplikowane, nigdy nie da rady powiedzieć jaka jest recepta na dziecięce smutki, nie da się także opisać dzieci jako ogólnik.
Jest masa stron i poradników, ale wszelkie te złote rady na nic się zdają gdy staje się twarzą w twarz z młodym człowiekiem. Z nowym człowiekiem, który ma swój światopogląd nawet gdy jeszcze go nie ma. TO wzruszające i poruszające i będę to pewnie pisała często i równie często powtarzała w życiu codziennym, jak gigantyczny wpływ mamy my - dorośli na tych ludzi, którzy zapewne juz niedługo będą równie dorośli.
Mamy wpływ, ale nie mamy wpływu na ten wpływ, choćbysmy nie wiem jak mocno starali się animować ich życie. Nie mamy nad tym kontroli i nie ma co się okłamywać. Nasz wpływ jest duży, jest wielki, ale nie jest kontrolowany. Nigdy tak nie było i nie będzie. To często irytuje, często też wprowadza w depresję, jednak stwarza także chwile zaskoczenia i niesamowitości. Jak bardzo samodzielny jest człowiek, jak bardzo nie ograniczony.
Podziwianie postępów rozwojowych wprawia w osłupienie.






niedziela, 12 marca 2017

"Ona" zawsze mądra głowa...



["Ona" dobra rada]
Odwiedziny bywają różne. Czasem to tylko masa rozdanego cukru w postaci słodyczy, które właśnie ograniczamy, bo są wszędzie i dosłownie wszędzie, wszędzie, wszędzie i szkodzą dzieciom! Przecież mamy tego świadomość. 
Ale przecież kilka batoników jeszcze dzieciom nie zaszkodziło. Gumy rozpuszczalne w hurtowym wydaniu, a do stomatologa karnetu nie mamy, ale przecież ważna jest radość dziecka, a nie jego dziurawe zęby, które póki co i tak wypadną bo to wiek przedszkolny i akurat mleczaki lecą jeden po drugim. 
A z takich mleczaków to wróżka zębowa czarne perły wyprodukuje i wszyscy będą szczęśliwi.
W końcu o szczęście tu chodzi.

Ale ja nie o tym dzisiaj, natomiast ... zabobony. 

przesąd
1. «wiara w tajemnicze, nadprzyrodzone związki między zjawiskami, w fatalną moc słów, rzeczy i znaków; też: praktyki wynikające z tej wiary»
2. «mocno zakorzenione, błędne przekonanie»
Synonimy słowa "przesąd": zabobon, wierzenia, przesady, gusła i inne..

     Na uroczystości Chrztu Świętego w kościele widać wiele rodzin z dziećmi z wózkami. Niestety na wielu z nich widać czerwoną kokardkę. W końcu bez niej szanse na to, że na dziecko zostaną zesłane złe moce, zwiększa się kilkakrotnie. Po co więc kusić los?
     Ludzie nie wiedzą, że uparcie wierząc w zabobony i gusła, podświadomie ściągają na siebie wszelkie nieszczęścia, których tak bardzo chcieli uniknąć. Nawet jeżeli wydaje im się, że ich wróżbiarskie przepowiednie są prawdziwe... 

     Niestety wychodzi na to, że niezależnie od czasów w jakich żyjemy, od tego jak dalece posunęła się nauka i technika, niezależnie też od tego jak oczytani jesteśmy, wyuczeni, posunięci do przodu podobno, jak daleko w kosmos potrafimy zajrzeć, jakich odkryć dokonaliśmy już i dokonujemy każdego dnia, ZABOBONY rządzą ludźmi.
     Ja nadal uważam i zawsze będę,że aby dobrze wychować dziecko, potrzebna jest wiedza i umiejętność, a nie stosowanie się do przesądów.
Zabobony czynią człowieka bardziej podatnym na działanie złego ducha. 
To dla mnie i mojej rodziny jasne i oczywiste.

     W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: "nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan /Pwt 18,10-12/. A z kolei w Księdze Kapłańskiej czytamy: "Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa, nie będziecie uprawiać czarów" /Kpł 19,26/ a dalej: "Jeżeli jaki mężczyzna albo jaka kobieta będąc wywoływać duchy albo wróżyć, będą ukarani śmiercią" /Kpł 20,27/

     To tyle z wytłumaczenia dla ludzi wierzących.


     Mój kochany Tymianku, dlaczego tak marudzisz? Zapewniam, że to nie przez rzucone uroki.
A zatem dlaczego? Skoki rozwojowe u niemowląt towarzyszą dojrzewaniu układu nerwowego u dziecka. Już nigdy więcej poza pierwszym rokiem życia człowiek nie doświadczy tak szybkiego i dynamicznego rozwoju. 
Dziecko nie śpi lub śpi po kilka minut i budzi się z płaczem, jest marudne, wręcz zrzędliwe :p
Wyobraźmy sobie jak pobudzone i zaszokowane jest dziecko, które zbudowało sobie już swój pogląd na świat jaki go otacza a tu hop siup i znowu coś nowego, nasz aniołek zmienia się w potworka, przez jego wewnętrzny mikrokosmos przechodzą rewolucje wręcz niewyobrażalne dla nas w tym momencie. Nasza dzidzia bombardowana jest bodźcami, na pewno jest przerażona i nie dziwmy się że płacze a nawet panikuje z tego powodu. Układ nerwowy jest bardzo czuły, a każda nowa reakcja ma konsekwencje. Dzidzia widzi twarz mamy i zaczyna odróżniać ją od twarzy taty i innych domowników, zaczyna także nagle odkrywać miny, rozróżniać głosy, a także różnice między głosami i dźwiękami. Co dzieje się w tym malutkim umyśle gdy zaczyna rozumować i wyciągać wnioski, rozpoznawać skutki. To wszystko co dzieje się kroczek po kroczku, ale w tempie zatrważającym, w maleńkim organizmie naszego dziecka sprawia, że ten maluśki człowiek zachowuje się tak nieznośnie, ale jak może nas to dziwić?
Jesteśmy logicznie myślącymi dorosłymi osobami. Wiemy i rozumiemy ponieważ mamy wiedzę, z której korzystamy. 
Dlaczego zatem wierzymy w gusła?????? !!!
To jest przerażające! 
Zamiast wesprzeć najważniejszą osobę w naszym życiu, nasze własne dziecko. Zamiast mu współczuć i uspokajać na ile potrafimy to bawimy się we wróżbitów i sprawiamy, że rośnie w świecie głupoty i tym bardziej cierpi na tym i jego układ nerwowy i rozwijający się mózg.
          W naszym świecie powinniśmy dbać o to, by ludzie, którzy dopiero wchodzą w świat, byli mądrzy. Wychowywali się w środowisku MYŚLĄCYM racjonalnie - po to by w przyszłości również myśleć racjonalnie, a nie opierać swojego postępowania na wróżbach, gusłach, zabobonach, przesądach. 

     





Kochane moje dzieci,kochany Natku, Nesko i Tymianku - bądźcie pewni tego, że wasi rodzice nie będą was czarować tylko od was wymagać :) 



Wymagać wiedzy i rozsądku oczywiście. 


Pozdrawiam wszystkich i zachęcam do racjonalnego myślenia :)
- Mama Tymianka

czwartek, 2 marca 2017

Smutno ..

Czasami niestety są w życiu takie momenty, kiedy nie panujemy nad swoim życiem i swoimi emocjami. Szczególnie gdy chodzi o te złe emocje.. Niestety to że jestem już matką trójki ludzi, nie pomogło mi pozbyć się złych emocji, nie pomogło mi odejść od złości..
Życie mnie przeraża i nadal zastanawiam się w niektórych momentach - po co to wszystko? - wiem to straszne. Jak tak można?
Mój mąż i ja.
Jesteśmy dorośli.
Powinniśmy być odpowiedzialni.
Jesteśmy odpowiedzialni, odpowiedzialni za czyjeś życie.. ba! Za kilka żyć, hahaha... za losy trójki osób.
Odpowiedzialni za ich indywidualność, nastawienie do wszystkiego po kolei - kończąc na nastawieniu do życia. To my kreujemy ich świat.
Mamy na to wszystko co dzieje się wokół nich gigantyczny wpływ. Możemy wszystko zepsuć, ale możemy też pomóc im.
To przeraża gdy myśli się o ogromie wszystkiego co się z tym łączy.... Przecież ja nie jestem idealna, jak mogę tak bardzo wpływać na kogoś innego?
A jednak.. oni patrzą, trzy pary oczu skierowane w moją stronę, kroki skierowane w stronę, w którą i ja podążam..
W tej chwili przyszło mi do głowy jedno słowo - PRZEPRASZAM .
Tak kochane moje dzieci, przepraszam was i ja - wasza mama i on, wasz tata. Przepraszamy, że nie zawsze to co robimy lub mówimy pokrywa się z tym czego pragniemy was nauczyć.
Uczcie się na naszych potknięciach. Obserwujcie i oceniajcie, bądzcie przy tym surowi.
Nie pozwólcie by życie było przerażające, panujcie nad emocjami.
Pozwólcie by czasami wzięły górę, ale nigdy, ale to przenigdy nie dopuszczajcie, aby rządziły wami.
To wy tworzycie swój świat, wybieracie swoich przyjaciół, kreujecie swoją rodzinę i to wszystko przy pomocy emocji, ale to nie one robią to za was - pamiętajcie o tym kochani - moi ludzie!


Życie?
Rozprężę szeroko ramiona,
Nabiorę w płuca porannego wiewu,
W ziemię się skłonię błękitnemu niebu
I krzyknę, radośnie krzyknę:
- Jakie to szczęście, że krew jest czerwona!

Julian Tuwim


I takie moje przemyślenie na koniec:
...bo czym jest życie? Szczęściem, a czym jest szczęście? To chwile spędzane razem.. i tak jak kiedyś mi ktoś bardzo kochany powiedział, po co się kłócić, krzyczeć, krzywdzić, obrażać? Jeśli i tak za jakiś czas to będzie tylko wspomnieniem, a wspomnienia najlepiej mieć - miłe :)





Pozdrawiam i życzę każdemu z was miłych wspomnień 
Mama Tymianka itd..

czwartek, 23 lutego 2017

planowanie .. .

W życiu tak bywa czasem, a w rodzinie szczególnie, że w momencie gdy człowiek planuje, wszystko staje się odwrotnością owych planów.
       Często spotykam w internecie artykuły na temat planowania dnia dziecka.
Z początku przy pierwszym i drugi dziecku martwiłam się, że coś jest nie tak ze mną, z moimi dziećmi.. ten plan dnia nie daje rady wypalić w najmniejszej części nawet!!
       Teraz, gdy jestem mamą trójki, moje zmartwienia raczej skupiają się na tym by zalać sobie kawę jeszcze przed 10:00, no i potem żeby ją wypić póki nie zamarznie..

Plan dnia .. najlepiej wychodzi wtedy gdy dzieci śpią, albo są poza domem, a to trzecie śpi, ale to raczej rzadkość i nie ma co się na tym opierać.
       Pewnie są osoby, może i całe rodziny, którym takie planowanie wychodzi. Pewnie są.
Moja rodzina do nich z pewnością nie należy i jakoś mi nie jest przykro z tego powodu.
Cieszę się, że jesteśmy rodziną, czerpię wielką satysfakcję z bycia mamą, tej właśnie rodziny w tym właśnie układzie dnia i każdej sekundy. Narzekanie jest nieodłącznym aspektem naszej rzeczywistości i już się z tym oswoiłam, tak samo moi znajomi :) To jest taka moja mantra, która mnie wycisza.. przynajmniej tak sobie powtarzamy (haha!)

Nie klei mi się dziś to pisanie, niestety nieprzespane noce, a i dnie dają się we znaki.
Ręce też nie nadążają za myślami i co chwila muszę delejtować bo bzdury kompletne mi wychodzą z tych literek. Tymiankowi nie chce się spać za często, a dodatkowo uwielbia poznawać świat z wysokości mojego ramienia i tu nie ma opcji aby matka usiadła.
Ma zatem stać? Absolutnie! A gdzie tam! Ma chodzić! A jak i to się zbrzydnie bo co w tym fajnego tak wisieć na ramieniu i podążać wzrokiem ciągle po tych samych ścianach i meblach, to niech matka podskakuje, tak!!
Ryk i matka skacze jak jej wypłaczę! Tymiankowy sposób na kobiety, przynajmniej na jedną tymczasem, ale chłopak się ćwiczy :)
       Kawa zaparzona, nawet całkiem gorącą wodą, post napisany w jakiś tam dziwny sposób i pewnie tak zawiły, że za kilka lat sama nie będę wiedziała o co mi chodziło, no i młody nawet śpi... coś tam narzeka na swój los i jęczy co chwile, ale nie wezmę na ręce! Będę twarda i stanowcza! (póki się nie rozryczy)
       Młoda dziś zasmarkana siedzi przed telewizorem zamiast w przedszkolu. Też ją zaraz wezmę w obroty, będzie literki pisała i kolorowała bo idzie na łatwiznę i nie trzyma się brzegu rysunku tylko bazgrze poza kształtem. Mam leniwe dzieci... Ale i to w nich kocham
                   Plan na dziś:

  • kawa
  • obiad
  • prysznic 
  • ...i cała reszta ... jakoś to będzie :) 

Powodzenia w planowaniu i w kochaniu!
Miłego dnia rodzinnego 


aaaaacha ! Dzisiaj TŁUSTY CZWARTEK! Mój mąż dziś napiekł 6 tysi pączków albo jakoś tak coś około więc smacznego wszystkim - my już pojedli ...


wtorek, 21 lutego 2017

dzień po dniu, mija czas..

Od dnia Twoich narodzin minęło już sporo czasu.
Niesamowicie szybko mija ten czas, a Ty stajesz się coraz większy. Tyle się zmienia każdego dnia.
Niesamowite jak bardzo Ty się zmieniasz.
Patrzę na Twoje rodzeństwo i nie pojmuję kiedy to się stało? Kiedy mój pierworodny stał się młodym mężczyzną, a córeczka nie jest już moją dzidzią i oburza się gdy powiem do Niej dzidziusiu mój słodki... a przecież jeszcze niedawno tak właśnie mówiłam i było Jej miło.
Jest już małą panienką, wybrzydza rano w ubraniach jakie Jej szykuję do przedszkola, wybiera fryzurę jaką danego dnia chce mieć :)
A Ty coraz częściej się do mnie uśmiechasz, coraz częściej patrzysz mi w oczy, próbujesz coś mówić w swoim najcudowniejszym na świecie języku miłości.
Kochanie, niedawno byłeś w moim brzuszku i nie mogłam się Ciebie doczekać, a teraz jesteś tuż obok mnie.









Pozdrawia Mama Tymianka 
Miłego Dnia :)

poniedziałek, 20 lutego 2017

a gdy rano wstaje...

     Bycie rodzicem to ciągła walka. Walka z emocjami przede wszystkim.
Martwienie się, przejmowanie, zamartwianie i częsta bezradność..
Jak szybko potrafimy zmieniać nasze uczucia. Tak wiem, kochamy wciąż, ale jednak czasem, a nawet dość często w ukrytych zakamarkach serca.
Jak bardzo potrafi wkurzyć nie wyspane sześcioletnie dziecię, które nie wstanie choćby go podpalali, dźgali widłami, a nawet spychali pługiem z łóżka - to wie tylko rodzic.
Jak bardzo wtedy mam ochotę wyskoczyć przez okno też wie każdy kto próbował chociaż jeden raz postawić na nogi śpiocha.
     
     Moja córeczka uwielbia bawić się do późnej nocy. Ma teraz etap ignorowania tego co do niej mówię, a nawet wykrzykuję. Nie słyszy mnie kompletnie, wyłącza słuchanie na amen.
Wieczór to ciągłe powtarzanie tego samego w kółko. Jakiś dzień świstaka.
  • chcę siku
  • chcę pić
  • boli mnie paluszek
  • przeczytaj mi moją ulubioną książkę (po raz tysięczny!!)
  • muszę znów siku (- przecież sikałaś przed chwilą! - tak ale potem dałaś mi pić mamo)
  • jaka ja jestem głodna
  • zaśpiewaj mi kołysankę
  • zapomniałam umyć ząbki (- ale na pewno myłaś, pamiętam. - nie nie myłam, na pewno.)
  • a gdzie jest Cziczilaf (to imię jej ulubionej przytulanki, niegdyś biały pudelek, przytulanka, którego dostała od św. Mikołaja w wieku 3 lat)
  • popatrz jak robię fikołki!
  • a mogę wafelka? Albo chociaż czekoladkę!
  • mamusiu, a opowiedz jak byłam w brzuszku......
   ...... i tak do północy, a w lepszych dniach nawet i dłużej (jej lepszych, a moich gorszych rzecz jasna)
     No i mamy ranek, dzień następny, pobudka. Pierworodny do szkoły, a wpadł w jakiś stan hibernacji lub ma jakieś niesamowicie mocne przemyślenia nad kanapką. To niesamowite jak długo można tak wisieć i wpatrywać się w kanapkę, ja pochłaniam taką w biegu i nawet nie wiem, że jadłam, muszę się nagłowić podczas dnia czy aby śniadanko było czy znów nie. Mój syn natomiast najpierw żegna się z kanapką, potem ma minutę ciszy, a następnie minuta zamienia się w długie minuty. I tak mógłby trwać i trwać i trwać ... 
     Ja w tym czasie prowadzę wojnę z córką i jej pobudką.
Po 20 minutach nienawiści (dosłownie!!) nadchodzi moment zgody, są i przeprosiny i przytulaczki, całuski i już jest miłość. Tak bardzo ją wtedy kocham, że nie rozumiem sama siebie, jak mogłam być taka zła (??) 
Kanapka znika w międzyczasie, a piesek już bryka po salonie bo jego pan w końcu ubiera obuwie w celu wyjścia z nim na spacerek. Mąż też pomału wynurza się z sypialni by odprowadzić młodą do przedszkola. 
     Gdy już wszyscy wychodzą, zamykam za nimi drzwi (hehehehe :D ) -tak, cieszę się, niesamowicie się cieszę! Jestem zła matkaaaa!!! Ale jakoś nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia.
Mam jakieś 5-10 minut (o ile mężuś idzie do sklepu to więcej). Szybko KAWY!!! O jak dobrze, że Tymianek śpi, och jak dobrze, coś tam postękuje (przerażenie na chwilę ogarnia moje serce, ale nie, to tylko jakiś sen, śpi dalej) ... kawa, plan dnia i gary w zlewie zaczynają coraz głośniej płakać bo im nie wygodnie.. 
Znów nie umyłam wieczorem, no bo i jak? Ale to co działo się wieczorem opisze innym razem :) bo teraz piję kawę!

Miłego dnia życzy Mama Tymianka 



zawsze musi być początek

I tak też było :)
Najpierw był nudny wstęp jak to w każdej powieści/
Zaczęło się 18 sierpnia 2001 roku aby rozpocząć pierwszy rozdział 30 września 2002 roku o godzinie 14:25 narodzinami pierwszego "naszego człowieka", w tym dniu podczas Mistrzostw Świata, gdy moja ulubiona drużyna Niemiec przegrywała, ja rodziłam pierwsze moje dziecko!
Poród był długi i męczący, nie będę się rozpisywała na temat bólów porodowych gdyż jest o tym mnóstwo napisane w internecie. Jednak muszę napisać coś co jest dla mnie bardzo ważne, mój synek przyszedł na świat po wielu godzinach strasznych męczarni, ale byłam zadowolona i dumna! Szcześliwa mama, której się udało przeżyć poród i zobaczyć swoje maleństwo.
     Nic nie było ważne tylko On.
Jego stópki, Jego rączki, Jego oczka... wspaniała czuprynka !
Moje szczęście ważyło 4090g, a długie było na 59cm  - tak niewiele, a dla nas cały świat.
Wraz z mężem zakochaliśmy się po raz pierwszy tak na serio. Nigdy nie kochaliśmy tak jak tym razem!
To nie było jakaś tam miłość, to było wszystko.
Patrząc w Jego oczy topiliśmy się w niej jak w oceanie ale było to cudowne uczucie. Obezwładniające!
          Rozdział pierwszy - Nataniel 
          Spełnione marzenie
Po kilku dobrych latach znów wylądowałam na porodówce. Wtedy już z osobą towarzyszącą, a była to moja siostra Iwonka. Wspominam ten poród naprawdę miło i przyjemnie. Wszystko potoczyło się szybciutko i zgrabnie i chociaż na łóżku porodowym spędziłam nieco więcej niż kwadrans to wydawało mi się że minęło kilka godzin. Dnia 30 września 2010 roku o godzinie 3:15 w nocy, moim oczom ukazał się "nasz drugi człowiek".
Szczęśliwa mama, której się udało przeżyć kolejny poród znów ujrzała maleństwo.
     Nic nie było ważne tylko Ona i czekający na Nią w domu Brat.
Cudowne nóżki i rączki, wspaniała czuprynka, malutki noseczek i usteczka, sama słodycz.
Moje szczęście ważyło tym razem 3830g, a długie było na 59cm.
Mama i Tata zakochani po raz drugi, na całego, do szaleństwa, zakochany był też brat ...

Rozdział drugi - Wanessa
Radość niech trwa 

Minęło kolejnych kilka lat, a nasza rodzina żyła sobie spokojnie dopóki nie tknęło nas by znów spróbować, bo przecież szczęścia nigdy za wiele :)
I tak po pewnym bliżej nie określonym czasie prób i zwątpień na świat spojrzał "nasz trzeci człowiek".
Cała ciąża była - dziwna - to słowo najlepiej określi to jak się czułam.
Poród był mega ekstremalny, takiego bólu nie można zapomnieć. Wszystko odbyło się bardzo szybko i dość sprawnie jak by nie patrzeć, ale już kilka miesięcy wcześniej intuicja mi podpowiadała koszmarne wizje...
Niestety okazało się, że moja intuicja się nie myli.
Nasz synek dusił się w papkowatych wodach które już nie tyle były zielone co po prostu błotne, to było straszne. Słyszałam jak Jego serduszko przestaje bić, a w tym samym czasie miałam skurcze parte co 15sekund, a po chwili już non stop jeden skurcz przez godzinę, darłam się w niebo-głosy nawet z maseczką (tlen). Młody dyndał na pępowinie jak na jojo i nikt nie bardzo wiedział co robić, nie miałam siły na ich przyj, nie nie przyj.. Parłam , udało się, ale maluśki był martwy.... a ja wiedziałam, że już po wszystkim, urodziłam i nie było opcji żeby on nie przeżył !
Tata w szoku stał i ściskał mi dłoń z gulą w gardle, a ja nie myślałam w ogóle o tym co się stało. Chciałam aby zrobił małemu zdjęcie. Nie wiem jak to by się skończyło gdyby.. .nie docierała do mnie rzeczywistość, nie byłam w stanie dopuścić do siebie realnego świata. Urodziłam, mam trzecie dziecko i już.
Na szczęście reanimacja przyniosła bardzo dobre wieści już za moment i nie muszę rozgrzebywać tego wszystkiego, bo zwyczajnie nie jestem w stanie.
Dnia 29 grudnia 2016 roku o godzinie 13:30 urodziła się nasza miłość,chłopczyk miał 3710g, a był długości 58cm - wyglądał na mniejszego i drobniejszego.
Był taką kruszynką.
Czuprynka wspaniała, oczka, w których można się utopić. Paluszeczki w rączkach i nóżkach tak maleńkie, że strach dotykać aby nie odpadły. Rzęsy takie długie. Nosek maciupki jak groszek, uszka delikatne jak płatki róży.
Cały nasz świat! Zakochana na zabój Mama, zakochany Tata i zakochany brat z siostrą.

          Rozdział trzeci - Tymeusz (Tymianek)
Wiara, Nadzieja, Miłość